Siedzę zgarbiona przed komputerem, w obciętych dżinsach i koszulce polo. Nogi mam nieelegancko ułożone i naprawdę cholernie się garbię. Tak mi wygodnie. Nawet nie chciało mi się robić makijażu.
Znów mam niewydepilowane nogi, bałagan w pokoju i sto spraw "na wczoraj". Lakier odpryskuje mi z paznokci. U stóp. Czytam wiersze Samsela i chcę iść w góry.
Chociaż całkiem przyjemnie jest nosić sukienki, a kapelusz pod kolor do butów i torebki. Całkiem przyjemnie jest widzieć uznanie w oczach facetów.
Tylko, że teraz czuję się strasznie pusta, stratna i wybrakowana. Nie mam siły na bycie elegancką. Nie mam siły na zabawy.

Niedługo znów przyjdzie maj, a w maju nie da się być nieszczęśliwym.