Maniek mówi "Trzymamy się razem".
Ania mówi "Jesteśmy bardzo blisko".
Chyba po prostu wyrosłam ze słowa "przyjaciel". Brzmi teraz jakoś tak prześmiewczo. Ironicznie.
To w końcu tylko nazwa, jeden wyraz...
Bo przecież są w moim życiu ludzie, którym wolno dosłownie wszystko. Mogą czytać moje SMSy, wyżerać mi wszystko z lodówki i obudzić mnie w środku nocy, chociaż tego nienawidzę.
Są ludzie, za których wzięłabym popołudniową zmianę w pracy, żeby mogli iść na randkę, dla których zmieniam plany w pięć minut i z którymi mogę nie spać i nie jeść, tylko być...
To ludzie, do których mam ochotę zadzwonić, gdy nachodzą mnie katastrofczne myśli i wydaje mi się, że zaraz umrę. Zadzwonić, żeby im powiedzieć: Dziękuję, że jesteś w moim życiu. Jesteś kimś szczególnym i uczyniłeś mnie lepszą.
To przyjaciele, tylko że ja tak strasznie nie lubię tego słowa.