Myślałam, że wszystko jest postanowione i jasne jak słoneczko.
Nie wzięłam jednak pod uwagę, że życie innych się gmatwa, nie tylko moje.
Trzeba teraz zdecydować, czy ważniejsze jest dla mnie wspólne dzieło, w które przez tyle lat pakowaliśmy całą swoją energię, siłę i wszystkie wolne chwile... czy ważniejsi są dla mnie jego twórcy, z którymi zdarłam podeszwy i gardło nie jednen raz, z którymi do potu i do krwi...
Właściwie decyzja jest prosta, w końcu początek tego wszystkiego też miał miejsce w głębokiej sympatii do ludzi. Jednak odzywa się we mnie patriotyzm lokalny, który nie chce mi pozwolić biec za nimi.
Może jak zwykle hiperbolizuję, ale czy gdyby cała moja rodzina wyjechała za granicę, zostałabym tutaj? Odpowiedź wcale nie jest taka prosta.
Poza tym jest pięknie, kur**a, pięknie jak wszyscy diabli. Uczę się o sobie nowych rzeczy, których bym nawet nie podejrzewała. To cholernie pozytywne, gdy można ćwiczyć swoją inteligencję w taki zabawny sposób.
Znowu się przywiązałam, ale jak się nie przywiązać do ludzi, których sam widok sprawia, że się cieszę jak idiotka, jak małolata, którą wciąż chcę i - jakie to dziwne - mogę być.
Prawdziwie ładna dziewczyna jest ładna nawet w jednej z tych trzech sytuacji: W ciuchach z Maka, z dredami, lub rano gdy się obudzi.
Zdałam :)